…Kryzysową narzeczoną ,jak śpiewał Lady Pank .A właściwie nie być.Padł temat o kosztach w miłości. Pomyślałam sobie – Czyżby chodziło o nadmierne poświęcenie? Ale nie. Zagłębiłam się dalej i czytam o kosztach utrzymania drugiej osoby w czasie kryzysu. No lampka czerwona mi się zaświeciła nad  głową i przysłowiowa kurwica wzięła. Bowiem miałam w życiu milość toksyczną , gdzie związek powinien kończyć się tam gdzie się zaczął tak naprawdę czyli po około 3 miesiącach.I miałam też taką , gdzie wszystko byłoby wspaniale gdyby nie fakt ,że nasze światy nie ścierają się do tego stopnia ,aby można byłoby żyć razem na zawsze. Ale na boga , nigdy w życiu nie myślalam takimi kategoriami ,że związek polega na wzajemnym kupowaniu prezencików , chodzeniu do jakichś restauracji dla snobów , wożeniem się autem po mieście. Ludzie kochani! Kryzys Wam nie przeszkodzi we wspólnym siedzeniu na łące w górach , do łóżka też Wam nie wlezie , a dać komuś czasem zwykłą pomarańczę znaczy czasami wiele więcej , niż dać komuś superdrogie perfumy ,byle by tylko zyskać w oczach nie tyle ukochanej osoby , co znajomych. I nie zawacham się stwierdzić ,że jeśli komuś się wali związek z powodu ,bo nie może zabrać partnera do modnego klubu przez brak kasy , to to jest dla mnie arcyzabawne.Ale dla kogoś to może stać się powodem do myślenia , czy warto w takim razie ciągnąć taki „związek” . Doprawdy niektórym chyba pieniądze szczęścia nie dają ,ale podtrzymują.Wielką obłudę.