A wyjechałam sobie do Berlina na parę dni , co by odetchnąć przed semestrem letnim i zażyć chociaż trochę tych quasi ferii ,jakie każdemu studentowi, każda uczelnia potrafi zgotować. No więc byłam nie po raz pierwszy i nie po raz pierwszy się zachwyciłam tym ogromnym miastem ,po którym ,mimo wsjo naprawdę można się bezproblemowo poruszać , z faktu istnienia dobrze rowiniętej linii metra. Ale nie każdy by się tak mógl zachwycać Berlinem , bo Berlin się albo kocha albo nienawidzi. A ja kocham. Całościowo za klimat , oddzielnie za niepodległy, turecki Kreuzberg,za gaffiti na Murze Berlińskim, za skłoty na BrunnenstraBe i za tych punków , których znam i tych których nie znam ,a ludzie ci nadają koloryt miastu i budzą obrzydzenie u każdego uporządkowanego Niemca. I kocham też za to ,że tam spotkałam miłość. Nawet za to kocham ,że tam nauczyłam się ,jak radzić sobie na ulicy praktycznie bez środków do życia , uwaga uwaga nie kradnąc, nie dilując i nie prostytuując się oczywiście! O szczegółach dziś pisać nie będę.Zapewne kiedyś wrócę do tego , tak jak wrócę kiedyś do Berlina i znowu będę patrzeć na wieżę radiową Alexanderplatz z okna s-bahnu.

„Urban znaczy miasto
Miasto ma swój rytm
Rytmy się raz kocha
Raz nie kocha ich
Hardcore specyficzny
Twego serca bit
Na który od początku
Ty wywierasz wpływ
April znaczy wiosna
Kwitnie wszystko w mig
Dając duszy skrzydła
Skrzydła dając ci(…)”

April – April