Siedzę wieczorem i gadam z Mańką. Na gadu-gadu oczywiście ,bo my inaczej rozmawiać nie możemy. Ale nie dlatego ,że jak się spotkamy , to okładamy się torebkami po głowach i wrzeszczymy do siebie przeróżne brzydkie wyrazy. Gdzieżby tam ,jak my się z Manią w liceum jeszcze poznałyśmy i o żadnych inwektywach wobec siebie ,to nawet mowy nie ma.A rozmawiać nam ciężko tak bezpośrednio ,bo Mania pracuje ,znaczy dzieci niańczy , rodziną się wiecznie zajmuje ,nawet na chłopaka to tyle czasu nie ma ile by chciała. A ja studiuję pedagogikę na dziennych i jak mam wolne , to Mania nie ma wolnego , albo jak Mania ma wolne to ja wtedy mam coś innego do roboty i tak się mijamy w tej szarej codzienności.

 Dlatego to nieszczęsne gadu-gadu pozostaje. I tak sobie wczoraj właśnie siedzę i z Manią konwersuję. Ja jej mówię ,że może by tak bloga założyć ,a Mania poparła ,bo ona tak święcie wierzy w mój talent pisarski.Zresztą Mania zawsze we mnie wierzy i ja w nią też. Tak czy inaczej ucieszyłam się niezmiernie ,ale zaraz mi jednak mina zrzedła , bo pomysłu na nazwę nie miałam. Mania mówi ,że to musi być coś związanego z wyrazami , które mnie bawią.To ja jej wypisałam te wyrazy i ona mi też swoje wypisała. I tak pośród nazw garderoby , imion , butów , instrumentów i klimatów polskiego socjalizmu wyłonił się Beret_Mariana.