beretmariana blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

Wybrałam się dziś z Manią na miasto. Nogi nas powiodły do Zachęty , gdzie miałyśmy mnóstwo wspaniałych okazji. Na przykład na natknięcie się na jakieś artystyczne godziny dla rodziny – Tu proszę wyobrazić sobie galerię , pełną biegających i krzyczących dzieciaczków z takimiż samymi rodzicami , choć nieco bardziej umęczonymi. Albo też i okazję miałyśmy zwiedzić poleconą mi niejako wystawę Performer odnośnie Jerzego Grotowskiego – A tu proszę sobie wyobrazić umieszczone w kilku salach video-arty o tematyce „niemiecki ekspresjonizm przemieszany ze sztuką bardzo współczesną z delikatnymi wpływami filmu The Ring” , a także przepiękne fotografie , przedstawiające zum beispiel przyrodzenie jakiegoś wojownika plemiennego , przekłute długą szpilą. Być może wykwalifikowany znawca odnalazłby w tym jakieś przesłanie ,natomiast ja i Mania doszłyśmy jedynie do wniosku ,że owe przyrodzenie jest całkiem nienajgorszych rozmiarów. I przeszłyśmy do następnej sali , gdzie naszym oczom ukazała się kolejna wystawa , innego artysty. Tu proszę sobie wyobrazić , salę pełną bazgroł wykonanych ołówkiem lub flamastrem , przedstawiających najczęściej – Pochwę,kopulujących ludzi ze zwierzętami,penisy,penisy w pochwie,penisy w buzi,na każdej pracy penis,pochwa,odbyt,tu i ówdzie powycinane z gazet prostytutki , Angelina Jolie (?)….a dodatkowo rodzice z tymi dzieciakami ,którzy przy okazji chcieli „pooglądać obrazki” w całej swojej nieświadomości.Niestety do gustu nam to nie przypadło. I panu kustoszowi też , który bał się z nami rozmawiać o swoim zniesmaczeniu tą wystawą ,gdyż kiedyś o podobnej sytuacji napisano w gazetach. Na koniec proszę sobie wyobrazić ,że Mania kochana Mania , która jest taka nieśmiała , powiedziała panu kustoszowi ,że to najgorsza wystawa na jakiej była.

A wyjechałam sobie do Berlina na parę dni , co by odetchnąć przed semestrem letnim i zażyć chociaż trochę tych quasi ferii ,jakie każdemu studentowi, każda uczelnia potrafi zgotować. No więc byłam nie po raz pierwszy i nie po raz pierwszy się zachwyciłam tym ogromnym miastem ,po którym ,mimo wsjo naprawdę można się bezproblemowo poruszać , z faktu istnienia dobrze rowiniętej linii metra. Ale nie każdy by się tak mógl zachwycać Berlinem , bo Berlin się albo kocha albo nienawidzi. A ja kocham. Całościowo za klimat , oddzielnie za niepodległy, turecki Kreuzberg,za gaffiti na Murze Berlińskim, za skłoty na BrunnenstraBe i za tych punków , których znam i tych których nie znam ,a ludzie ci nadają koloryt miastu i budzą obrzydzenie u każdego uporządkowanego Niemca. I kocham też za to ,że tam spotkałam miłość. Nawet za to kocham ,że tam nauczyłam się ,jak radzić sobie na ulicy praktycznie bez środków do życia , uwaga uwaga nie kradnąc, nie dilując i nie prostytuując się oczywiście! O szczegółach dziś pisać nie będę.Zapewne kiedyś wrócę do tego , tak jak wrócę kiedyś do Berlina i znowu będę patrzeć na wieżę radiową Alexanderplatz z okna s-bahnu.

„Urban znaczy miasto
Miasto ma swój rytm
Rytmy się raz kocha
Raz nie kocha ich
Hardcore specyficzny
Twego serca bit
Na który od początku
Ty wywierasz wpływ
April znaczy wiosna
Kwitnie wszystko w mig
Dając duszy skrzydła
Skrzydła dając ci(…)”

April – April


…Kryzysową narzeczoną ,jak śpiewał Lady Pank .A właściwie nie być.Padł temat o kosztach w miłości. Pomyślałam sobie – Czyżby chodziło o nadmierne poświęcenie? Ale nie. Zagłębiłam się dalej i czytam o kosztach utrzymania drugiej osoby w czasie kryzysu. No lampka czerwona mi się zaświeciła nad  głową i przysłowiowa kurwica wzięła. Bowiem miałam w życiu milość toksyczną , gdzie związek powinien kończyć się tam gdzie się zaczął tak naprawdę czyli po około 3 miesiącach.I miałam też taką , gdzie wszystko byłoby wspaniale gdyby nie fakt ,że nasze światy nie ścierają się do tego stopnia ,aby można byłoby żyć razem na zawsze. Ale na boga , nigdy w życiu nie myślalam takimi kategoriami ,że związek polega na wzajemnym kupowaniu prezencików , chodzeniu do jakichś restauracji dla snobów , wożeniem się autem po mieście. Ludzie kochani! Kryzys Wam nie przeszkodzi we wspólnym siedzeniu na łące w górach , do łóżka też Wam nie wlezie , a dać komuś czasem zwykłą pomarańczę znaczy czasami wiele więcej , niż dać komuś superdrogie perfumy ,byle by tylko zyskać w oczach nie tyle ukochanej osoby , co znajomych. I nie zawacham się stwierdzić ,że jeśli komuś się wali związek z powodu ,bo nie może zabrać partnera do modnego klubu przez brak kasy , to to jest dla mnie arcyzabawne.Ale dla kogoś to może stać się powodem do myślenia , czy warto w takim razie ciągnąć taki „związek” . Doprawdy niektórym chyba pieniądze szczęścia nie dają ,ale podtrzymują.Wielką obłudę.

To był dziś jeden z tematów przewodnich jaki poruszałam z siostrą moją Franią , będąc u babci. Babcia podjęła ,temat zszedł na lewatywy oraz insze dolegliwości ze strony układu pokarmowego.Ba nawet od słowa do słowa doszłyśmy do tematów kościelnych. I ja tutaj się zastanowiłam nad kwestią. Babcia głupia nie jest , dużo czyta książek ,bo pism typu „Życie na  gorąco” u niej nie da rady uświadczyć i zje się nawet dobrze .Nie ,żeby inne babcie głupie były. Po prostu moja babcia charakteryzuje się, nazbyt wysoką kulturą osobistą powiedziałabym.Babcia zawsze dba o każdy szczegół ,o każdy motyla noga kolczyk wsadzony w ucho , który przecież MUSI kolorystycznie pasować do kostiumu.Ta precyzja uwidacznia się nawet w akcencie jej mowy skądinąd wschodnim…Ale nawet moja babcia , jak każda inna babcia musi , po prostu musi mówić o kościele i zdrowiu i bez tego no pasaran.Dlaczego ,tego nie wiem. Nadzieję żywię tylko,że babcia moja nie zrzuca brutalnie pasażerów z siedzeń w środkach komunikacji miejskiej ,jako że ta plaga również opanowała rzesze starszych ludzi.I oczywiście dziś mnie też musiała dopaść , niczym cholera jaka. 
 Siadam w tramwaju wygodnie sobie , następnym przystanku wsiada starsza kobieta. Podchodzi do mnie i tonem silącym , podkreślam silącym się na uprzejmość,przemawia tekstem , zapewne wyuczonym i setki razy wypowiadanym, pośród bezkresnych podróży ztm
 - Zejdzie pani ? Bo pani napewno ma tyle zdrowia ,żeby stać
 Zeszłam , ale przekornie powiadam
 - No nie wiem
 Pani
- Ale ja wiem
Ja
- Ale ja nie wiem
 
Ten ciekawy dialog przerwała inna pani ,która zaczeła wrzeszczeć ,że zapewne my (sztandarowa niewychowana dzisiejsza młodzież) myślimy,iż będziemy zawsze mieli dobre zdrowie…itd itd.
Z racji ,że miałam dobry humor , uśmiałam się zdrowo . Frania chciała się pokłócić. Ale wysiadać nam bylo trzeba więc zostawiłyśmy kobietę w jej dalszej cierpiętniczej podróży po Warszawie. Z racji ,że pedagogiem będę wykwalifikowanym , śmiać się nie wypada ,ani komentować ani nic nawet ,no way. Jednak , motyla noga , czy ciężko jest mówić normalnym tonem ,w takiej sytuacji , w stosunku do szarego , bogu ducha winnego obywatela jakim tutaj byłam ja? Co wam powiem to wam powiem ,ale przyrównam takie zachowania do rangi chorób cywilizacyjnych.

 Fela się budzi. W przeciągu pół godziny , bo Fela lubi spać,a raczej dosypiać te pół godziny ,gdyż zawsze  dochodzi do wniosku ,że ma masę czasu. A później Fela żałuje ,że nie wstała wcześniej ,bo musi się spieszyć. Ale Fela wcale się nie spieszy ,bo chyba szaleniec tylko spieszy się o 6 rano. Tak więc Fela stanowczo się nie spieszy.Gdy Fela już się wykąpie , stwierdza ,ze to za długo trwało i wtedy dopiero powoli zaczyna się spieszyć. Albo nie,jeszcze usiądzie na chwilę i się zamyśli.

 Z zamyślenia wyrywa ją nagły impuls ,że ma mokre,nieuczesane włosy. Dobrze ,że Fela ma dość krótkie włosy , więc ułożenie ich nie zajmuje Feli dużo czasu. Później Fela musi zjeść , koniecznie ,bo bez śniadania z domu to ona przecież nie wyjdzie. Je śniadanie przed komputerem , a nuż pojawi się jakaś wiadomość ,typu zatrzymanie komunikacji miejskiej z powodu srogiej zimy.Niestety nic ciekawego się nie wydarza.Fela patrzy na zegarek.I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki , Fela podrywa się , biega w kółko w poszukiwaniu reszty odzieży , robi makijaż , szuka skarpetek , butów , pije herbatę , zakłada na siebie płaszcz , szalik i czapkę.Następnie Fela szuka torby ,a gdy już odnajdzie torbę szuka zeszytu,a kiedy znajdzie zeszyt , wraca się jeszcze do łazienki po krem , do kuchni po wodę i wybiega z domu ,by złapać windę ,ale za chwilę przypomina sobie,że zostawiła w domu telefon.

 Wychodząc kolejny raz z mieszkania, zahacza torbą o stojący na biurku kubek z niedopitą herbatą.Kubek ląduje na panelach ,ale tego Fela zdaje się już nie rejestrować , bo właśnie wykonuje sprint w kierunku metra.

 Bo trzeba wiedzieć,że Fela  to ma taką żelazną cechę charakteru ,że bardzo ,ale to bardzo nie lubi się spóźniać.

Patrzę w lustro i myślę sobie – Fela , albo Ty zbrzydłaś do granic możliwości , albo masz coś na twarzy za każdym razem jak wyjdziesz z domu do ludzi lub co gorsza masz urojenia jakieś.
Ale przecież on się patrzy.I to od dłuższego czasu.
Myślałam ,że jakaś pomyłka.Ale nie ,nie pomyłka ,bo nie tylko ja widziałam.
To zapytałam go dlaczego – Powiedział ,że się nie patrzy.
Powiedział ,że ma dziewczynę.Na Białorusi ,bo on przecież stamtąd.
Myślałam ,że to koniec tej komedii.A on nic,dalej patrzy.
I jeszcze się uśmiechnął.Popatrzył.I wyjechał.Podły nie?
Siedzę przed lustrem i myślę sobie – Fela…i nic kompletnie tu nie rozumiem.

 Siedzę wieczorem i gadam z Mańką. Na gadu-gadu oczywiście ,bo my inaczej rozmawiać nie możemy. Ale nie dlatego ,że jak się spotkamy , to okładamy się torebkami po głowach i wrzeszczymy do siebie przeróżne brzydkie wyrazy. Gdzieżby tam ,jak my się z Manią w liceum jeszcze poznałyśmy i o żadnych inwektywach wobec siebie ,to nawet mowy nie ma.A rozmawiać nam ciężko tak bezpośrednio ,bo Mania pracuje ,znaczy dzieci niańczy , rodziną się wiecznie zajmuje ,nawet na chłopaka to tyle czasu nie ma ile by chciała. A ja studiuję pedagogikę na dziennych i jak mam wolne , to Mania nie ma wolnego , albo jak Mania ma wolne to ja wtedy mam coś innego do roboty i tak się mijamy w tej szarej codzienności.

 Dlatego to nieszczęsne gadu-gadu pozostaje. I tak sobie wczoraj właśnie siedzę i z Manią konwersuję. Ja jej mówię ,że może by tak bloga założyć ,a Mania poparła ,bo ona tak święcie wierzy w mój talent pisarski.Zresztą Mania zawsze we mnie wierzy i ja w nią też. Tak czy inaczej ucieszyłam się niezmiernie ,ale zaraz mi jednak mina zrzedła , bo pomysłu na nazwę nie miałam. Mania mówi ,że to musi być coś związanego z wyrazami , które mnie bawią.To ja jej wypisałam te wyrazy i ona mi też swoje wypisała. I tak pośród nazw garderoby , imion , butów , instrumentów i klimatów polskiego socjalizmu wyłonił się Beret_Mariana.


  • RSS